Okładka + info

| Gatunek | indie rock / post-punk revival |
| Rok wydania | 2019 |
| Wytwórnia | RCA Records |
Retzka
Co mnie nakłoniło do przesłuchania „Social Cues”? Najprawdopodobniej etykieta „post-punk revival”, przyklejona doń przez użytkowników serwisu RateYourMusic. Taka etykieta, która w roku 2019 nie mówi już nic bez dodania do niej paru innych etykiet gatunkowych. Dlatego „indie rock” jest już bardziej opisowym określeniem, rzucającym nieco więcej światła na to, czego można oczekiwać. Zatem uznajmy, że ciekawość (i moje ewidentne ciągoty do „indyków”) wzięła górę. Teraz do rzeczy.
Na nowym krążku Cage The Elephant, kawałki przepływają jeden za drugim w pięknym, psychodelicznym ciągu. Czasem nieco szybciej, czasem nieco wolniej, gdzieś tam pojawia się Beck na feacie, raz robi się drapieżniej, raz znowu smętniej… I tak cały album przelatuje, nie dając słuchaczowi większego powodu do przełączenia go na coś innego. Dlaczego tak? Cóż, wydaje mi się, że to za sprawą samego tempa kawałków, ich rytmiki i swoistej różnorodności.
„Social Cues” to taka spokojna muzyczka do potupania nogą, na spacer, a na upartego – do samochodu, o ile ktoś lubi jeździć powoli i nie za często. W każdym razie, te wszystkie poskładane dźwięki gitarowe, sample elektroniczne, perkusje, wokale, progresje, solówki, dodatkowe instrumenty, psychodeliczne tła – wszystkie elementy zawarte w tym albumie, a jest ich sporo, jak widać – tworzą optymalnie zróżnicowaną całość, łatwą do przesłuchania na jeden strzał, bez konieczności „wymęczenia do końca”. Ma to jednak swoje wady, które najłatwiej opisać przez analogię.
„Social Cues” jest jak Ford Fiesta, rocznik 2005. Samochód, którym możesz pojechać, do pracy, czy na zakupy, i nikt pewnie nie będzie się nań dziwnie gapił. Autko, które jest w miarę wygodne, więc i ze znajomymi możesz się gdzieś przejechać. Ma jakiś tam bagażnik, w miarę fajne wyposażenie, jest dość ekonomiczne – dlatego nie przejmujesz się szczególnie kształtem karoserii, czy wykończeniem tapicerki. Niektóre elementy podobają się bardziej, niektóre mniej.
Niemniej jednak, Ford Fiesta to nie jest auto, którym ciągle chwalisz się na lewo i prawo. Gdy ktoś pyta, jak się sprawuje – odpowiesz „OK, nic nowego” i nie ma dalej o czym gadać. Nie musisz się wysilać. Raczej nie polecasz nikomu akurat tego modelu, bo przecież na ulicach jest pełno samochodów o podobnych parametrach, cenach, zastosowaniach, możliwościach. Również niewyróżniających się.
Przechodząc z powrotem do świata albumów: „Social Cues” jest właśnie takim Fordem Fiestą. Słuchało się fajnie, niby nie ma na co narzekać, można puścić znajomym na domówce, czasem odpalić jakiś kawałek… Ale czy ja naprawdę mam jakiś konkretny powód, żeby chwalić ten krążek na lewo i prawo? Wątpliwe.
Ulubiony kawałek
House Of Glass
Ocena
Ford Fiesta, rocznik 2005.
5/10