Okładka + info

| Gatunek | ambient rock / dream pop |
| Rok wydania | 2018 |
| Wytwórnia | – |
Retzka
Czy do wyprodukowania albumu potrzebny jest producent? Czy do wydania go potrzebna jest wytwórnia? Nirlazc, artysta z Gdańska, pokazuje, że niekoniecznie – choć wiążą się z tym zarówno plusy, jak i minusy. Co to oznacza w przypadku, gdy mowa o łączeniu indie rocka i dream popu?
Zacznijmy, tradycyjnie, od analizy brzmienia. Już od pierwszych dźwięków w „Intro”, słuchacza wita podniosły, z lekka ezoteryczny nastrój, budowany przez minimalistyczne, malownicze dźwięki gitary i nieskomplikowaną perkusję. W dalszej części do gry wchodzą psychodeliczne akordy na klawiszach („Lavenders on the Moon”, „Mavenders on the Loon”), a także stłumiona, umieszczona jakby w tle część wokalna („Polar Night”, „Slightly Pink”). Progresje w brzmieniu na ogół są wyczuwalne, ponieważ w dużej mierze dotyczą partii wysuwających się na pierwszy plan.
Co się tyczy nastroju i barwy dźwięku, po odsłuchu całego „Polar Night” nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy jego atmosfera jest podniosła, czy może senna i relaksująca. Dlaczego? Otóż: o ile tło – czyli bas, perkusja, a także wokal – tworzy sielankowy nastrój, o tyle pierwszoplanowe melodie kompletnie nie pasują do tego obrazu. Niestety, to właśnie tutaj uwypukla się największa wada „domowej produkcji” tego albumu – najwyższe dźwięki zostały zbyt mocno zaznaczone na pierwszym planie, co podczas odsłuchu pełnych 46 minut zaczęło mnie po prostu męczyć.
Niemal w każdym kawałku dostrzegłem tę wadę, a to bardzo negatywnie wpłynęło na mój odbiór całego „Polar Night”. Nirlazc ma swoją wizję brzmienia. Ma pomysł. Teraz trzeba będzie poczekać, aż ubierze ten pomysł w zgrabny, ładnie wyprodukowany album. Bo przecież to, co tu wypunktowałem, wymaga dopracowania, nie wynajdowania koła na nowo. Dlatego czekam na kolejne wydania….
Ulubiony kawałek
Clouds Made of Glass
Ocena
Ezoteryczny nastrój.
4/10